niedziela, 22 września 2013

Rozdział 3

- Aaron! - rozbrzmiał echem głos dziewczynki stojącej pośrodku majestatycznego holu pałacu. Rozejrzała się, chaotycznie omiotła wzrokiem każdy kąt i pobiegła przez ogromne, ciężkie wrota do ogrodu. Wypadła na kamienną ścieżkę prowadzącą aleją wysokich, kilkusetletnich drzew. Później skręciła w bardziej "dziką" część parku i znalazła się pośród młodych, lecz znacznie przerastających ją drzew. Złapała za pień jednego z nich, obkręciła się wokół jego osi i popędziła dalej, przed siebie. W cieniu wysokiej sosny ujrzała pogrążonego w lekturze chłopca. Uśmiechnęła się do siebie i w dwie sekundy stała koło niego.
Odwrócił się, odgarnął czarne kosmyki z twarzy i odłożył książkę na bok. Przywitał Namid promiennym uśmiechem. Piękna, chłopięca twarz wyglądała bardzo poważnie gdy się nie uśmiechal. W jego oczach odbijała się postać dziewczyny. Patrzeli na siebie jeszcze przez dłuższą chwilę zanim ona się odezwała:
- Co czytasz?
- Ehm - podrapał się za głową - właściwie to nic, ale - nerwowo odsunął księgę dalej od siebie. Nie kontynuował, jakby zapomniał, że urwał zdanie. Tylko spojrzał na Namid wyczekująco:
 - Po co przyszłaś?
- Wyjeżdżam - westchnęła.
Aaron zmarszczył czoło, skupił spojrzenie lśniących, szmaragdowych oczu na zatroskanej twarzy Namid.
- Jak to? - wydusił z siebie w końcu i potrząsnął głową jakby jego zaprzeczenie mogło zmienić to, co miało nadejść.
    Namid potarła dłonią przedramię i spuściła głowę. Męczyły ją wizje przyjaciół spędzających czas bez niej na wspólnej zabawie, co chwilę przeplatane wytworami wybujałej dziecięcej wyobraźni, w których patrzyła na budynek Zakonu i ludzi takich jak ona - obdarzonych Mocą. Poczuła silne ukłucie w okolicy prawej skroni. Ból fizyczny został natychmiast zagłuszony chwilę wcześniej wybudzonym bólem psychicznym, co skutkowało szklistymi oczyma i unikaniem kontaktu wzrokowego z Aaronem.
- Dlaczego?
    Jego głos wybudził ją z otępienia. Przez chwilę odniosła wrażenie jakby miała tysiąc lat. Czuła na sobie ogromne brzemię, wiedziała, że nie ma do tego najmniejszego powodu, ale przeczuwała, że to, co nadchodzi będzie wymagało od niej wiele poświęcenia.
Przyjaciel wiele dla niej znaczył, od zawsze czuła z nim silniejszą więź niż z innymi. Porywał ją w nieznany świat, każda zabawa była podróżą w nieodkryte zakątki wyobraźni.
- Żeby się uczyć - powiedziała cicho.
Aaron zawahał się, nie rozumiał o czym mówiła, lecz Namid uprzedziła jego następne pytanie:
- Mam Moc - szepnęła.
Nastała chwila ciszy.
- Możliwe - dodała i zastanowiła się chwilę - możliwe, że ty też ją masz. Dowiesz się w przyszłe urodziny.
- Moc? - zdziwił się unosząc kąciki ust. Jednak nie uśmiechnął się radośnie lecz wyrażając ogromną, typową dla dziecka ciekawość. 
- Taką jak magowie?
- Nie jestem pewna... - wbiła czubek buta w grząską ziemię. Keme przestrzegał ją przed zdradzaniem zbyt wielu szczegółów. Mówił, że dla ich bezpieczeństwa powinna na razie zachować w tajemnicy dlaczego i gdzie się udaje.
- To trochę dziwne i nie mogę ci wiele powiedzieć... - urwała widząc wyraz twarzy, który dobrze znała - Aaron, nie obrażaj się na mnie... proszę.
- Zostawiasz mnie, nie wiem po co i czy jeszcze kiedyś cię zobaczę, a w dodatku zaciekawiasz mnie, a potem nie możesz mi niczego powiedzieć.
Chłopiec obrócił się na pięcie, rzucając pełne urazy spojrzenie w stronę zmartwionej Namid. Chwycił książkę i przeszedł kilka kroków.
 Zatrzymał się.
Namid wbiła wzrok w jego ciemną szatę okrywającą plecy. Nie wiedziała, że chłopiec poczerwieniał, a jego oczy wypełniły się łzami. Jedynym dźwiękiem jaki wypełniał jego świat w tej chwili było zagłuszające bicie serca. Bardzo pragnął się odwrócić, ale w takich momentach trudno jest przełknąć własną dumę. Był gotowy wybuchnąć płaczem, jednak powstrzymał się i wkrótce usłyszał odgłos oddalających się kroków.

*

    Russi galopowała przez grzbiet wznoszącego się ponad Shimę wzgórza. Ze stolicy nie można było ujrzeć równie pięknego widoku jak ten, który teraz objawił się Namid. Miasto rozciągało się przed nią i połyskiwało w barwach zachodzącego słońca, gdyż kamienne drogi nie zdąrzyły jeszcze wyschnąć po porannym deszczu. Pałac jaśniał w centrum sieci domów i dróg niczym gwiazda, własne słońce Królestwa. Namid westchnęła upojona tym widokiem i tknięta uczuciem, że traci coś nieodwracalnie. Dziewczynka przypomniała sobie podobny obraz z jednej z ukochanych książek Aarona, którą niedawno jej pokazał. Historia opisana w tamtej powieści swoim nastrojem bardzo pasowała jej do chwili obecnej. Tak więc Namid splotła silnymi więzami w swoim wrażliwym na piękno sercu tamten bajkowy świat z bierzącym czasem i miejscem. Dlatego ten moment trwał dla niej w nieskończoność. Opowieść nie miała jasnego zakończenia, więc Namid przeczuwała, że właśnie w tym celu znalazła się wewenątrz powieści - żeby odmienić dalsze losy świata, który odmiennie od większości bajek, ostatecznie okrył się mrokiem i smutkiem.

Po raz ostatni patrzyła na Shimę w tej postaci. Kiedy to miasto jeszcze było dla niej domem...


*

    Dzień, który zaczął się wyjątkowo dobrze nie był już dla Aarona dłużej szczęśliwy, odkąd rozstał się z Namid. Co prawda, pierwszy raz od kilku dni twarz ojca nie była tak posępna, a matki tak zatroskana. Tego dnia również wykonał w jego mniemaniu ogromny krok, gdyż sięgnął po pióro i papier, by zacząć pisać własną opowieść. Szło mu świetnie, był bardzo oczytany, co niewątpliwe pomogło mu i sprawiło, że słownictwo, a także budowa zdań przez niego użyta, brzmiały bardzo dojrzale, inaczej niż twórczość jego rówieśników. W dodatku jego wyobraźnia podsuwała mu tysiące pomysłów, a piękne porównania same do niego przychodziły.
    Jednak po tym jak Namid odeszła, Aaron przez kilka godzin siedział zamknięty w swoim pokoju, obserwując miasto przez okno. Dopiero gdy zaszło słońce usiadł i znów zaczął pisać. Tym razem jednak diametralnie zmienił nastrój powieści, radość przeistoczyła się w smutek, podziw w obrzydzenie, a wszyscy jego bohaterowie okazali się być szpetnymi zdrajcami. Najgorsza pośród nich była pewna dziewczyna, która wyłącznie udawała przyjaciółkę, by móc zbliżyć się do króla, a następnie zabić go podstępem.
    Gdy miał nadejść finał tego opowiadania, drzwi powoli uchyliły się, a do środka weszła Noah. Ujrzała syna piszącego w zupełnych ciemnościach i zaczęła zapalać wszystkie świece znajdujące się w pokoju. Porozstawiane po stołkach, kamiennym parapecie, stole, przy którym Aaron pisał. Zanim się odezwała pokój już nie był ciemną, surową komnatą, ale przyjemnym, ciepłym i, na ile pozwalało na to słabe światło świec, jasnym miejscem.
- Co piszesz?
Aaron nie odpowiedział. Zamknął księgę i odwrócił się w stronę matki. Nie próbował zamaskować smutku sztucznym uśmiechem. Noah zmarszczyła czoło i zbliżyła się do chłopca, kładąc dłoń na jego ramieniu. Aaron westchnął. Miotał się ze sobą, czy powiedzieć matce o tym, co dziś go spotkało. Tymczasem ona usiadła obok na dużym krześle obitym miękkim, lśniącym materiałem w szkarłatnym kolorze.
- Wiesz, że Namid wyjechała? - zapytał, nie patrząc się w jej stronę.
- Co ty mówisz - odparła natychmiast - przecież dziś ją widziałam - w jej głosie słychać było niepokój.
- Tak, bo przyszła się ze mną pożegnać - zagryzł wargę i spuścił głowę. Włosy zasłoniły jego twarz tak, że matka nie mogła dostrzec jej wyrazu.
- Synku - powiedziała odgarniając ciemne kosmyki z jego twarzy i zakładając je za ucho. Zanim zdołała coś dodać Aaron odparł:
- Mówiła coś o magii, ale nie chciała powiedzieć dokąd wyjeżdża - jego smutek  czasami odsłaniał tłumiony gniew wynikający z niezrozumienia i żalu.
- Jestem pewna, że niedługo wróci i wkrótce się zobaczycie - odparła wstając i prostując się.
   Skierowała się w stronę drzwi. Gdy wychodziła rzuciła spojrzenie na zgarbioną postawę chłopca siedzącego przy biurku. Westchnęła i opuściła pokój.

* 12 godzin później w lasach Rayen *

     Niebo pokryło się ciemnymi chmurami. Kłębiły się gdzieniegdzie przybierając zwiastującą deszcz barwę ciemnego granatu. Spomiędzy nich przebijało się słońce oprawiając chmury złotymi ramami. Całość przypominała sklepienie świątyni zwisające nisko nad ziemią pod ciężarem przepychu rzeźb i zdobień. 
    Namid wpatrywała się w popołudniowe niebo oparta o wysoką sosnę. Drugi dzień drogi upływał jej na rozmyślaniach o tym, co ją czeka. Russi i Makhu skubały i mozolnie przeżuwały trawę. W tym czasie Przewodnik rozpalał ogień. Dziewczynka nie poznała jego prawdziwego imienia. Nie wiedziała czemu przyjął nazwę tego czym się zajmował. Właściwie w ogóle niewiele o nim wiedziała. Mężczyzna sam ukończył edukację w Zakonie, a wcześniej mieszkał w Ametisdarze skąd wziął się jego, odmienny od mieszkańców południa, akcent. Dziewczynce wydawało się niekiedy, że Przewodnik śpiewa. Jednak, po chwili skupienia, rozumiała jego mowę, a przez kilka godzin wspólnej drogi zdążyła się do niej przyzwyczaić. 
    Mężczyzna wyglądał bardzo młodo. Ostro zarysowana szczęka, długie, proste ciemnobrązowe włosy, orli nos i mocno zarysowane brwi - każdy element jego twarzy kontrastował z jasnobłękitnymi, niemal przezroczystymi tęczówkami. Bardzo rzadko się odzywał, a gdy już coś mówił brzmiało to bardzo zagadkowo, inaczej od wypowiedzi przeciętnego mieszkańca Aquili. 
- Myślisz, że będzie padać? - zapytała Namid. 
Mężczyzna wstał, wyprostował się i zadarł głowę mierząc niebo badawczym wzrokiem. Dziewczynce wydawało się, że na ułamek sekundy na jego twarzy pojawił się uśmiech. Nie mogła być jednak tego pewna. 
- Chmury dźwigają deszcz. Jeśli chcesz zobaczyć słońce musisz to zaakceptować.
- Kocham kiedy pada - odparła uśmiechając się. 
- Pójdziemy wgłąb lasu i zbudujemy szałas - powiedział puszczając mimo uszu jej słowa.
 - Ale póki co posilmy się i ogrzejmy -dodał siadając koło ognia.
    Namid usiadła blisko Przewodnika. Potrzebowała z kimś porozmawiać, bo sama nie mogła uporać się z myślami wirującymi w jej głowie. 
- Czym właściwie jest Moc? - zapytała odwracając głowę w jego stronę i patrząc wyczekująco. 
Mężczyzna również zwrócił się w jej kierunku. 
- Myślę, że jeszcze nie wolno mi Ci o tym mówić.
- Kto ci zabrania? 
Przewodnik pierwszy raz patrzał na nią przez tak długi czas. Dziewczynka mogła bezkarnie przyjrzeć się fascynującym rysom jego twarzy. Właściwie zdawało się, że badali się nawzajem. Jak żyzna ziemia rodzinnego Rayen, ciemne oczy Namid wpatrywały się w przepiękne lecz przypominające przepuszczającą światło, cienką bibułę oczy mężczyzny. Płomień ogniska odbijał się w zwierciadłach ich dusz nadając im tajemniczego i intrygującego wyrazu. Przez tę trwającą wieczność chwilę odnaleźli siebie, przez ten czas czytali sobie w myślach poznając część ich samych zamkniętą w drugiej osobie. Im dłużej przyglądała się mężczyźnie tym wyraźniej dostrzegała jej rówieśnika, wrażliwego chłopca uwięzionego w dorosłym ciele, skrytego pod precyzyjnie wykonaną maską. Nie znała jego prawdziwego imienia, ale znała nazwę jego roli. On za to z tęsknotą wpatrywał się w Namid, która prócz siebie nie była nikim innym. Jego usta zadrżały jakby miał wybuchnąć płaczem. Zamiast tego odezwał się:
- Kiedyś miałem imię. Szlachetne, bardzo piękne imię ojca mojej matki. 
Mężczyzna zamilkł. Zmarszczył brwi i przechylił głowę nasłuchując. 
- Co się z nim stało? - zapytała dziewczynka. 
Zamilkła gdy ujrzała, że Przewodnik przykłada wskazujący palec do ust dając znak, by ucichła. 
Po chwili jego twarz przybrała normalny wyraz lecz nie powrócił już do opowieści, którą przerwał. Wstał i przyjrzał się niebu. 
- Dziwne... Nie słyszałem czegoś podobnego...
- Co takiego? Ja nic nie słyszę - zdziwiła się Namid unosząc brwi. 
- Nic. Wydawało mi się - odparł - upiekłem mięso, które dał nam twój ojciec. 
Przewodnik wręczył jej kawałek dziczyzny ułożony na sporej wielkości liściu. Na widok jedzenia dziewczynka przypomniała sobie jaka była głodna. Zdawało jej się, że w jej żołądku ukrywał się złapany w pułapkę dziki kot. Rzucał się na wszystkie strony i wydawał z siebie groźne odgłosy. 
- Powinniśmy zabrać się za zrobienie szałasu - odezwał się Przewodnik, gdy skończyli jeść. 
- A dokończysz kiedyś opowiadać swoją historię? 
- Jeśli będziesz cierpliwa - spojrzał się na nią, a na jego twarzy pojawił się piękny uśmiech. 
Namid również uniosła kąciki ust z nieskrywaną radością podziwiając piękno jego twarzy, gdy nie była taka poważna.
    Wtem usłyszeli głośny krzyk, który zdawał się rozbrzmiewać echem ponad koronami najwyższych drzew. Dziewczynka pierwszy raz miała do czynienia z czymś podobnym. Po chwili zrozumiała, że tak naprawdę nie był to krzyk lecz piskliwy i okropnie głośny ryk zwierzęcia. 
- Smok - wyszeptał Przewodnik.
Wyglądał na równie zdziwionego, co Namid. Dopiero po chwili podbiegł do dziewczynki, chwycił ją za przegub i pociągnął wgłąb lasu. W krótkiej chwili siedzieli ukryci w gęstej kępie krzewów i niskich drzew. 
- Co z Russi i Makhu? - zapytała Namid nie otrzymując jednak odpowiedzi. 
    Dziewczynka przyjrzała się bestii, która szybowała teraz wysoko, ponad polaną, nieustannie zniżając swój lot. Wyposażona była w ogromne, ciemnoszare skrzydła przypominające nietoperza. Co jakiś czas wyciągała przed siebie głowę jakby chciała coś pchnąć i wtedy wydobywała z siebie ogłuszający ryk. Uderzenia potężnych skrzydeł wprawiały powietrze w ruch, a średniej grubości gałęzie uginały się pod jego mocą. W Namid Smok budził fascynację i przerażenie. Pierwszy raz widziała to stworzenie na własne oczy. Uczyła się o nim w szkole, ale zawsze mówiono jej, że w historii Królestwa ostatni raz zapisały swoją kartę setki lat temu. Słyszała również, że pojedynczy hodowce z Otori posiadali smoki lecz były to niegroźnie istoty, pozbawione instynktu mordercy.
   Smok odleciał. Namid jeszcze przez dłuższy czas odtwarzała w pamięci jego obraz, któremu akompaniował odgłos skrzydeł rozcinających powietrze i ogłuszający ryk.


____________________________________

Bardzo przepraszam Was, że tyle czekaliście na tą notkę. Niestety pierwsza klasa liceum oznacza niewiele wolnego czasu, w szczególności na prowadzenie kilku blogów. Mam nadzieję, że spodoba wam się ten rozdział i zachęci do dalszego śledzenia losów bohaterów : )  Obiecuję, że kolejny post pojawi się do października. Planuję w nim więcej akcji i myślę, że warto na niego czekać. W między czasie zapraszam na bloga, którego współtworzę :
http://obietnica-zwrot-prestiz.blogspot.com/
oraz bloga mojej przyjaciółki, również współautorki powyższej strony (choć mam świadomość, że większość z was znalazła mojego bloga dzięki niej ;) )
http://zyciemilele.blogspot.com/

4 komentarze:

  1. Rozdział był niesamowity! Ten moment rozstania Lo... *ekhem* Aarona i Namid był bardzo poruszający. Coś wspaniałego.
    Mam nadzieję, że Przewodnik skończy swoją opowieść w najbliższym czasie :)
    Kochana Przyjaciółko, to było "coś". Czekam na więcej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dziękuję za polecenie bloga <3

      Usuń
    2. Nie ma sprawy, cieszę się, że Ci się podobał! :) No, no pamiętaj - to jest Aaron cokolwiek wyobraźnia by nie podpowiadała :3

      Usuń
  2. Dziwne- często tu zaglądam, więc to chyba niedopatrzenie, że dopiero dzisiaj zobaczyłam, że masz nowy rozdział. Jestem zalatana i każda wolną chwilę poświęcam na pisanie na moim blogu. Roztargnienie to jak widzisz straszna rzecz- wybacz ;)
    Dobry rozdział! Jestem ciekawa, co stanie się, kiedy dotrą do Zakonu.
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział! :)

    (A ja najpierw trafiłam do ciebie, a dopiero potem do Franki. ;D)

    PS: Czy mogłabyś mi napisać w komentarzu na Namiestniku, jak zrobić takie zakładki, jak masz na blogu (te o krainach i postaciach)? Byłabym po stokroć wdzięczna.^^

    OdpowiedzUsuń