Czas przez jaki Hassun nie powracał przedłużał się. Namid nerwowo uderzała opuszkami palców w kolana. Siedziała na ziemi czekając aż starszy brat powróci. Nakazał jej czekać, by nie spłoszyła zwierzęcia, a sam oddalił się podążając za ofiarą. Hassun był umiejętnym łowcą. Jego wielką zaletą była zdolność bezszelestnego skradania się. Potrafił pozostać niezauważony mimo swojej dobrze zbudowanej, postawnej sylwetki.
Po polowaniu szli do miasta sprzedać mięso, skórę i futro. Zarobione pieniądze Hassun odkładał. Jego siostra zawsze pytała na co mu te oszczędności. Brat powtarzał, że przyszłość szykuje wiele niespodzianek.
Wracając spotkali Aarona, Aponi i Davida siedzących pod ogromną sosną, na skraju lasu. W dalszą drogę udali się wspólnie.
-Słyszeliście? Podobno ze Szkarłatnego Klasztoru w Covinhear zaginęło pięciu uczniów. Ja się tam na tym nie znam, ale mówią, że zniknęły również bardzo cenne i potężne księgi i jakieś magiczne przedmioty - powiedział David.
W oczach Namid rozbłysnęły iskry. Nareszcie coś się działo. Spokojna jesień mogła przestać straszyć swoją monotonnością i łagodnym jak zawsze przebiegiem.
- Ruszajmy ich znaleźć! - wykrzyknęła z dziecięcym entuzjazmem.
- Tym zajmie się armia - odparł Hassun nawet na nią nie patrząc. Wzrok wbił w horyzont nie poświęcając zbyt wiele uwagi otoczeniu.
- Chciałabym móc czarować - westchnęła Aponi trącając nogą leżącą przed nią gałąź - wyobraźcie sobie jak niezależnym można się stać. Ile rzeczy można zrobić nie przejmując się tym, co pomyślą inni.
Hassun milczał, ale dało się wyczuć, że karcąca uwaga omal nie wyślizga mu się z ust. Aaron również nie odzywał się, a oczy wbił w ziemię wyglądając na bardzo przygnębionego.
- W przyszłości zostanę magiem - rozmarzyła się Namid.
- Przecież jeszcze niedawno mówiłaś, że chcesz być łowcą - zdziwiła się Aponi.
- Mogę to przecież pogodzić - odparła na to dziewczyna. Uśmiechnęła się i odchyliła głowę, by móc wpatrywać się w zachmurzone niebo. Wyglądało bardzo spokojnie, do tego stopnia, że wywoływało nużącą aurę spowodowaną nie tylko rozmaitymi odcieniami szarości przykrywającymi niebo, ale i świecącymi ramami chmur, w które były oprawione.
Gdy przeszli połowę trasy dzielącej ich od pałacu, Hassun odparł, że musi załatwić pewne sprawy w mieście i odłączył się od grupy. Przez dłuższy czas po jego odejściu szli w milczeniu. Każdy z nich wydawał się emitować odmienną aurę. David zapewne rozmyślał o niesamowitych wojnach, bitwach i morskich przygodach, o których tak wiele słyszał od ojca. Aponi z niepokojem rozmyślała o wiadomości, którą przekazał im przyjaciel. Dziewczyna zawsze przejmowała się wszystkim bardziej niż powinna, była strachliwa lecz starała się nie sprawiać tym problemów innym. Umysł Aarona musiał przypominać niebo, które wyglądało wyjątkowo przygnębiająco tego dnia, a przy tym pozostawało nieprzeniknione, podobnie jak on. Namid do pewnego momentu rozmarzona snuła plany i wyobrażała sobie siebie w ogromnych lasach Rayen z łukiem przewieszonym przez ramię. Jednak później podeszła do Aarona i krocząc koło chłopca raz po raz ukradkiem spoglądała w jego stronę.
David i Aponi szli za tą dwójką, która zaczęła przyspieszać. Właściwie to chłopiec zaczął lecz Namid chciała dotrzymać mu kroku. W końcu nie mogła znieść głowienia się nad nieodgadnionym wyrazem jego szmaragdowych oczu i spytała:
- Aaron, co się stało?
Przez chwilę słyszała jedynie głośniejsze uderzenia butów o kamienne płyty. Jednak zaraz potem odezwał się zmęczonym głosem:
- Nic wielkiego.
- Widzę, że coś cię gnębi - zmarszczyła brwi i wpatrywała się w niego tak długo, by w końcu na nią spojrzał. Gdy wreszcie odwrócił się w jej kierunku zdziwiła się nie widząc na jego twarzy smutku lecz irytację.
- Nie chcę mówić, bo wiem, że i tak nic nie pomożesz - wyczuła w jego głosie dziwną zaciekłość niepodobną do dziesięciolatka - ale skoro musisz wiedzieć, to nie mogę jechać do wuja - odparł wbijając wzrok w czubki butów.
Namid dobrze wiedzieała, że Aarona i Nathana łączyła silna więź, której nigdy nie udało mu się nawiązać ze swoim domniemanym ojcem.
- Dlaczego?
- To tajne informacje - odrzekł nagle ściszając głos i przybierając poważną minę - podobno Lord Minheard groził, że zaatakuje Otori.
- Nie rozumiem - zmarszczyła czoło i ściągnęła brwi - przecież te krainy nawet nie leżą koło siebie. Po co miałyby prowadzić wojnę?
Aaron wzruszył ramionami i obdarzył ją spojrzeniem pary świecących, szmaragdowych oczu.
- Wydaje mi się, że słyszałem jak ojciec mówił kiedyś o kradnięciu sojuszników - odparł spoglądając na zachmurzone niebo.
Namid długo rozmyślała, o tym co powiedział przyjaciel. Zastanawiała się o jaki sojusz chodziło, gdyż wydawało jej się, że każda z krain była do siebie pokojowo nastawiona, a sojusznik potrzebny byłby jedynie królestwu, a nie jego części. W dodatku dlaczego miałaby rozpętać się wojna, przecież Błękitne Plemię zawarło porozumienie z królem. Czy istniało prawdopodobieństwo większego konfliktu? Jeśli tak, to o jakim charakterze? Między krainami? Sprawy dyplomatyczne nie docierały do dziecięcych uszu zza zamkniętych drzwi sali w pałacu. Nawet jej ojciec zawsze milczał o tematach, które omawiał z władcą.
Jednak Namid ostatnio zauważyła, że Keme więcej czasu spędza w pracy, a podróże w które się udaje, jako reprezentant króla i interesów Shimy, trwają nawet o kilka dni dłużej. Choć dziewczyna czuła, że sprawy w królestwie nie zmierzają we właściwym kierunku, nie wiedziała jakiego obrotu spraw może się spodziewać.
*
Tego samego dnia, późnym popołudniem, do domu wrócił Keme. Jak zwykle przywitał się z rodziną, objął Isi, a następnie zjadł w milczeniu. I tym razem nie mogli spodziewać się żadnych opowieści. Mężczyzna jeszcze długo po wejściu do domu mrużył oczy jakby mimo później pory ciągle dokuczało mu słońce. Jednak skupione spojrzenie podłużnych, ciemnych oczu, w połączeniu z orlim nosem, budziło niepokój w uważnie przyglądającej się ojcu Namid. Dziewczynka zawsze bacznie obserwowała ludzi i zdawała się dostrzegać więcej niż inni. To ona zauważyła inne niż zazwyczaj zachowanie Miriam - mieszkającej po sąsiedzku elfki - która okazała się być pod umiejętnie rzuconym na nią urokiem.
Tej nocy przeczuwała, że Keme chce przekazać któremuś z ich trójki coś ważnego. Może wreszcie opowie, co wydarzyło się w podróży - rozmyślała - może jest coś czego sam nie jest w stanie unieść. Istotnie, gdy Namid ogarnęło znużenie któremu, choć usilnie próbowała, nie mogła się oprzeć, do pomieszczenia wszedł jej ojciec. Nie widziała jego twarzy ani sylwetki, ale poznała ciężkie lecz ciche kroki. Odwróciła się do niego. Keme uśmiechnął się. Choć dziewczynka nie widział wyraźnie jego oblicza, wiedziała, że był to smutny uśmiech.
- Namid, ubierz się i wyjdź po cichu przed dom - odparł szeptem, a a następnie opuścił pokój.
Ubrała skórzane spodnie i błękitną, za dużą koszulę, i pobiegła do ojca. Zrobiła to jednak bezszelestnie, jak prosił. Była podekscytowana, nie potrafiła tego ukryć przed Keme.
Szli w ciszy, otuleni ciemnością, a drogę oświetlał im księżyc. Trasa nie okazała się być długa. Dziewczynka ledwie zdążyła dostosować tempo do ogromnych kroków ojca i wpaść w rytm wysłuchując się w uderzenia butów o kamienną drogę, gdy Keme zatrzymał się przed zatopionymi w mroku drzwiami. Były wykonane ze starego, bardzo już zniszczonego drewna, które wydawało się być miażdżone przez kamienne ściany i sufit. Wejście do domu było cofnięte wgłąb kamiennego korytarza, a drzwi ledwie na jego końcu zauważalne. Wchodząc w ciemność miało się nieodparte wrażenie, że zagłębia się we wrota innego świata.
Ojciec zatrzymał się przed budynkiem i odwrócił do Namid. Wpatrywali się w siebie przez dłuższy czas - Keme z troską i niepokojem, a Namid z ciekawością. Ich oczy błyszczały się tą samą iskrą, a dziewczynka odziedziczyła ich kształt i kolor po ojcu, więc były nie do odróżnienia.
- Kocham Cię, Namid - powiedział poważnie, ale miękkim głosem - nauczyłem Ciebie i braci posługiwać się łukiem i radzić sobie w razie gdyby miało mnie zabraknąć.
Namid otwarła usta jakby chciała zaprotestować, ale ojciec pokręcił głową i nakazał, by słuchała dalej.
- Jesteś młoda, ale myślę, że masz w sobie coś, co odróżnia Cię od innych. Nie potrafię tego sprawdzić lecz istnieje ktoś kto ma taką umiejętność - zamilkł i rzucił szybkie spojrzenie na zamknięte drzwi.
Oczy Namid podążyły w ślad za ojcem. Keme westchnął i odezwał się ponownie:
- Powinnaś przyjść tu dopiero za rok. To znaczy powinienem Cię tu wtedy przyprowadzić. Jednak - urwał, a jego oczy zalśniły się mocniejszym blaskiem - nie wiem czy mamy tyle czasu - końcówkę ostatniego zdania wypowiedział szybko jakby powiedziawszy pierwsze słowo żałował, że to robi. Jednak dziewczynka zapamiętała je i długo nie mogła uciszyć wydawanego przez nie echa.
- Myślę, że jesteś gotowa, a gdy okaże się, że będziesz musiała opuścić dom to mam nadzieję, że to zrozumiesz. Nie zadawaj pytań, przepraszam, ale w normalnej sytuacji wytłumaczyłbym Ci to dokładnie. Jednak teraz proszę, musisz mi zaufać.
Dziewczynka powoli pokiwała głową, a w jej oczach nie odbijała się już ciekawość lecz gorycz i strach. Jednak Namid ufała swojemu ojcu bezgranicznie, co prawda z natury należała do bardzo ufnych osób, ale Keme był jej światłem i prowadził ją przez dziwny i okrutny świat przygotowując na to co może ją spotkać w każdej chwili, dając jej poczucie bezpieczeństwa, przekonując o własnej sile i odwadze, którą powinna móc w każdej chwili z siebie wykrzesać. Jakże miałaby nie przejąć się jego słowami?
- Mamy niewiele czasu, więc słuchaj uważnie. W każdą bezchmurną noc widzisz na niebie tysiące gwiazd. Nie zauważasz jednak, że zmieniają swoje położenie. Czasem przyjmują układ, który zsyła na ziemię niesamowitą moc. Tą moc otrzymuje dziecko, które rodzi się tej nocy. Rozumiesz?
Namid skinęła głową. Wykorzystując chwilę gdy Keme zbierał odpowiednie słowa, odezwała się:
- Tato, myślisz że ja...
- Nie wiem - przerwał jej. Jego głos był spokojny, ale zatroskany - dlatego tu jesteśmy. Misae może sprawdzić, czy posiadasz moc. Ona sama włada magią lecz nie Misae jest jej źródłem tylko zaklęcia. Jeśli gwiazdy dały ci dar, to będziesz musiała udać się do specjalnego zakonu, w którym szkoli się inne osoby o takich umiejętnościach. Resztę dowiesz się jeśli rzeczywiście posiadasz ową moc.
Gdy skończył mówić, wyprostował się, położył dłoń na ramieniu córki i wkroczyli do ciemnego, kamiennego przejścia. Drzwi otworzyły się bez najmniejszego problemu, nie wydały z siebie także żadnego dźwięku, choć patrząc na nie można by spodziewać się serii skrzypnięć i pisków. Weszli do pomieszczenia, w którym panowała ciemność gęściejsza niż na zewnątrz. Jedynym źródłem światła była stojąca na stole, którego wielkości i kształtu przy braku oświetlenia nie dało się określić, gruba, biała świeca.
- Misae - odezwał się mężczyzna, który pomimo świetnego wzroku nie mógł dopatrzeć się zarysu żadnej postaci.
- Keme? - usłyszeli głos dobiegający z drugiego końca pomieszczenia.
- Witaj Misae - przywitał się Keme - przyprowadziłem córkę, wiesz o co proszę.
- Siadajcie przy stole - poleciła - zaraz do was przyjdę.
Zajęli miejsca na drewnianych, niezwykle niewygodnych krzesłach. Oczy Namid odbijały w sobie jasny płomień świecy. Jednak ojciec nie mógł nie dostrzec skrywanego przez nie niepokoju. Gdy chciał powiedzieć jej coś pokrzepiającego, wróciła Misae. Położyła na stole wielką księgę i zajęła miejsce naprzeciwko nich.
- Jak Ci na imię? - spytała wpatrując się bacznie w dziewczynkę.
- Namid.
Mogła przypatrzeć się kobiecie. Wyglądała bardzo młodo, mogła być najwyżej w wieku jej ojca. Mimo tego jej cerę skalały drobne lecz nieliczne zmarszczki. Blond włosy upięte miała w kok, a spojrzenie zielonych oczu przeszywało na wskroś jednocześnie dając dziwne poczucie bezpieczeństwa. Namid zupełnie inaczej wyobrażała sobie czarownicę. Obie patrzyły się na siebie w skupieniu. Po chwili Misae uśmiechnęła się, a dziewczynka zachwyciła się jak pięknie wyglądała, gdy jej twarz promieniała.
- Masz firiglirt ?
- Ja mam - odparł Keme wyciągając z kieszeni pierścień. Dziewczynka widziała jak błękitny kamień mieni się oprawiony w złotą koronkę.
Misae wzięła przedmiot w smukłą dłoń i przyjrzała się mu. Następnie otworzyła księgę i zaczęła kartkować. Kurz tańczył podrywany raz po raz przez kolejne podmuchy powietrza. W końcu zaprzestała poszukiwań i położyła przed sobą pierścień. Wymówiła kilka zdań niezrozumiałym językiem, a jedyne co dziewczynka zdołała poznać było jej własne imię.
- Daj mi swoją dłoń - powiedziała czarownica i ujęła wyciągniętą w jej kierunku rękę Namid.
Później znów zaczęła wypowiadać zaklęcia. Trwało to kilka minut, a po tym czasie dziewczynka poczuła ukłucie na wierzchniej stronie dłoni. W nikłym świetle świecy zdołała zauważyć, że zarysował się na niej dziwny znak, którego nigdy przedtem nie widziała. Jednak po chwili zniknął. Misae włożyła pierścień na wskazujący palec Namid. Nastała chwila ciszy, która zapowiadała nadejście czegoś czego dziewczynka ani jej ojciec się nie spodziewali.
Nagle poczuła panikę próbując wydostać się z walącego budynku. Gdy biegła w stronę pozłacanych wrót pałacu spadł na nią ogromny kawałek sufitu. Zawyła z bólu wykręcając ciało w nienaturalny sposób. Dostała silnych drgawek jakby dopadła ją zła siła ze swoimi sztuczkami. Keme musiał ją przytrzymać, by nie upadła na ziemię. Jednak Namid wciąż była w pałacu. Cierpiała okropne męki, ale nie wiedziała czemu czuje ból rozrywający również jej serce. Zauważyła przed sobą parę czarnych, skórzanych butów. Wiedziała do kogo należą, ale nie mogła przypomnieć sobie twarzy. Z przerażeniem zaczęła obserwować jak wszystko znika we mgle, a światło wygasa.
*
Odemknęła powieki. W pomieszczeniu panował półmrok. Leżała na twardym łóżku, przykryta kocem, który pachniał sierścią mokrego kota. Namid wsparła się na łokciach i otworzyła szerzej oczy. W tej samej chwili poczuła, że ktoś gładzi jej włosy. Keme klęczał koło niej, na podłodze.
- Posiadasz ogromną moc - wyszeptał - Misae zamknęła ją w pierścieniu, byś była bezpieczniejsza. Póki go nie założysz, nie możesz jej używać.
Mężczyzna podał jej niewielką skórzaną sakiewkę. W środku znajdował się pierścień.
- Musimy już iść - zwrócił się Keme do czarownicy - już i tak zbyt długo nas nie ma.
Misae kiwnęła głową i odparła:
- Dziecko, musisz pamiętać, że nie jesteś bezpieczna ze swoją mocą dopóki nie dotrzesz do klasztoru. Tam będą wiedzieć, co z tym począć.
Ojciec pomógł wstać Namid, która wciąż oszołomiona, stawiała jednak pewne kroki. Keme skłonił się kobiecie i opuścili pomieszczenie.