Aponi
Szkarłat rozlał się na akwamarynowej wodzie. Kapał ze sklepienia, które powoli zakrywała gruba warstwa granatowego weluru. Tafla jeziora lekko drżała, a na horyzoncie płonęła żywym ogniem połykając gasnące słońce. Niepokój jaki budził ten krajobraz był zaraz maskowany przez radosne okrzyki dzieci chlapiących się wodą tuż przy piaszczystym brzegu.
Zadyszka i towarzyszący temu świszczący oddech przeszkadzały Aponi w zabawie z resztą. Siedziała na plaży z utęsknieniem wpatrując się w roześmiane twarze swoich przyjaciół. Namid, Artur, Aaron i Dawid. Jeszcze Eleanor, ale dziewczynka zupełnie zapomniała o jej obecności choć siedziały stykając się ramionami. Aponi zawsze podziwiała brązowo-rude, lśniące, falujące włosy Namid. Można powiedzieć, że zazdrościła jej pięknej barwy gdyż sama prawie pozbawiona pigmentu nosiła srebrzyste, połyskujące w słońcu włosy, które w parze z błękitnymi, prawie przezroczystymi oczami stanowiły znak rozpoznawczy ludzi zza Mglistych Skał, których nazywano wrogami Shimy - stolicy królestwa - od czasów wojny, którą toczyli przez osiem długich lat.
Aponi trafiła do królewskiego zamku na kilka miesięcy po ostatniej bitwie. Błękitne Plemię, bo tak nazywano ich w stolicy ze względu na wyróżniające się chłodno niebieskie oczy, odrzuciło dziecko, które w ich mniemaniu nie było potomkiem dwóch członków plemienia. Kobieta, która wydała je na świat potwierdziła, że ojcem dziecka był jeden z wojowników, którzy najechali na ich wioskę. Ojciec Aponi sam wyglądem przypominał Błękitnych Ludzi, co sprawiało, że dziewczynka nieznacznie różniła się od reszty plemienia. Jednak tak subtelne różnice, jak kształt dłoni, czy ust, pozwoliły na wykluczenie jej ze społeczności i przekazanie strażnikom Shimy.
Aponi trafiła do królewskiego zamku na kilka miesięcy po ostatniej bitwie. Błękitne Plemię, bo tak nazywano ich w stolicy ze względu na wyróżniające się chłodno niebieskie oczy, odrzuciło dziecko, które w ich mniemaniu nie było potomkiem dwóch członków plemienia. Kobieta, która wydała je na świat potwierdziła, że ojcem dziecka był jeden z wojowników, którzy najechali na ich wioskę. Ojciec Aponi sam wyglądem przypominał Błękitnych Ludzi, co sprawiało, że dziewczynka nieznacznie różniła się od reszty plemienia. Jednak tak subtelne różnice, jak kształt dłoni, czy ust, pozwoliły na wykluczenie jej ze społeczności i przekazanie strażnikom Shimy.
W stolicy panowały ścisłe zasady nadawania wysokich urzędów i stanowisk. Osoby o włosach barwy blond połączonych z błękitnymi oczami nie mogły obejmować wysokich posad, czy służyć w specjalnym oddziale królewskiej gwardii. Król, który nienawidził Błękitnego Plemienia za spustoszenie, którego dokonało w trakcie jego spokojnych wówczas rządów, chciał w ten sposób upewnić się, że żaden potomek wrogiego ludu nie zajdzie na tyle wysoko, by stwarzać potencjalne zagrożenie jak choćby chęć dokonania zemsty. Wyjątkiem od srogich przepisów była obecność Aponi na dworze. Została przygarnięta przez młodszą siostrę króla, która nie mogła mieć własnego potomstwa. Choć dziewczynka mogła przebywać na dworze fakt ten był ściśle skrywany przed oczami innych, a na wyjątkowe okazje nosiła perukę, by nie razić króla i nie ośmieszyć go przed poddanymi.
Namid
Królestwo noszące nazwę Aquila (od kształtu jego granic przypominającego orła z rozpostartymi skrzydłami) tworzyło dziesięć krain zamieszkiwanych przez różne ludy. Namid pochodziła z Rayen - górzystych terenów poprzecinanych strumieniami rosnącymi w sporych rozmiarów rzeki. Wysokie równiny porastały wszystkie odmiany sosen. W gęstych lasach okrywających podnóża gór kryły się stworzenia, które znali wyłącznie mieszkańcy okolicznych wiosek. Na potrzebę handlarzy wędrujących z dalekiej północy na południe, do Shimy, zbudowano spory odcinek kamiennej drogi oraz dwa solidne mosty. Czas potrzebny na przejechanie tego traktu konno liczono na pięć dób. I tak droga nie pozwalała na pokonanie większej części Rayen gdyż w budowie przeszkadzał żywioł lub dzikie plemiona, które - jedne groźniejsze od drugich - nie mogły zgodzić się na przeprowadzenie traktu przez ich matczyną ziemię.
Oczywiście, prócz dzikich (przez niektórych uważanych za barbarzyńskich, krążyła nawet pogłoska mówiąca o kanibalizmie) ludów znajdowały się tam plemiona od lat żyjące w większych osadach, a od pewnego czasu budujące również skalne miasta na zboczach gór. Jak w każdej krainie, w skalnym zamku zasiadał lord. W Rayen był nim wysoki, postawny mężczyzna o brązowawej skórze, dumnym spojrzeniu podłużnych oczu o ciemnych tęczówkach. Chlubił się swoim garbatym, sporych rozmiarów nosem, który należał do dziedzictwa przodków, którzy jako pierwsi zasiedlili te tereny. Nazywał się wdzięcznym imieniem - Kwahu, co w języku przodków oznaczało orła. Rodzina Namid również kontynuowała tradycję związaną ze znaczeniem imion. Jej imieniu nadanemu przez babkę nie można było zarzucić brak romantyzmu gdyż oznaczało "gwiezdną tancerkę". Jej ojciec nazywał się Keme (sekret), a matka Isi (jeleń). Namid miała także dwóch starszych braci, którzy nazywali się Nahuel (jaguar) oraz Hassun (skała).
Namid wychowała się w rodzinie, w której pielęgnowano tradycję z taką samą pasją jak z pokolenia na pokolenie przekazywano sztukę strzelania z łuku. Isi nie polowała lecz opiekowała się domem i zajmowała się lecznictwem. Keme uczył dzieci nie tylko łucznictwa, ale i czytania oraz pisania. Była to niespotykana umiejętność wśród mieszkańców mniejszych osad Rayen. Jednak ojciec Namid posiadł ją dzięki swemu ojcu, który niegdyś służył jako doradca poprzedniego lorda w Skalnym Mieście.
Rodzina Namid zamieszkiwała jedną z najdalej położonych od Skalnego Miasta osad. Jej granice stanowiła gęsta puszcza i choć niewysokie lecz słabo zbadane góry. Po drugiej stronie pasma znajdowała się większość osad, włącznie z miastem, w którym swą siedzibę miał Lord. Niestety pewnego dnia, na wioskę zamieszkałą przez rodzinę Namid, dnia najechało wrogie plemię z Krauk - sąsiedniej krainy zamieszkiwanej głównie przez barbarzyńskie ludy, które siały spustoszenie napadając na ludzi, grabiąc wioski, a na końcu podpalając je. Zawsze zjawiali się konno, a wraz z nimi znikało z wioski kilkoro dzieci w różnym wieku. Ludzie zaczęli uciekać porzucając wszystko, co posiadali. Namid miała wtedy cztery lata, Nahuel sześć, a Hassun dziewięć.
Podróż przez gęsty las stwarzała wiele zagrożeń, a dotarcie na trakt handlowy tylko pozornie mogło dać poczucie większego bezpieczeństwa gdyż tam, gdzie cenne towary, tam i szajki rabusiów. Po dwóch dniach wędrówki rodzinę dostrzegł przejeżdżający kupiec i zatrzymał konia. Ostatkiem sił wsiedli na wóz pełen drogich tkanin i kruszców. Kupiec o imieniu Artur w ich towarzystwie widział swój interes. Pożywił ich, dał broń Keme, Isi i Haussunowi w postaci dwóch łuków i ostrego sztyletu, i pozwolił by zabrali się z nim w zamian za pilnowanie jego towarów. Keme był znakomitym rozmówcą obdarzonym niezwykłą inteligencją, a jego wykształcenie zaimponowało Arturowi. Podróż tak połączyła te dwie dusze, że więzy przyjaźni nie pozwoliły handlarzowi na pozostawienie rodziny bez dalszej pomocy. Artur poradził Keme, by przedstawił problem królowi, którego opisał jako poczciwego władcę lubiącego osoby o ciemnej karnacji i włosach.
Keme dopuszczono przed oblicze króla, który wysłuchał jego historii i na znak przyjaźni Shimy i Rayen polecił służbie zaopiekowanie się jego rodziną. Keme przedstawił władcy również własną strategię walki z barbarzyńskim plemieniem. Jego plan, odważne spojrzenie i dumne rysy tak spodobały się królowi, że już kolejnego dnia podjął decyzję o mianowaniu go swoim doradcą. Spontaniczność władcy nie spodobała się jego młodszemu bratu - lordowi krainy Otori - ziem wysuniętych na wschodni kraniec królestwa zakończonych rozległym oceanem.
- Johnie, w pełni szanuję każdą twoją decyzję i wierzę, że twoje wybory są niezaprzeczalnie słuszne - zamilkł na krótką chwilę, obrócił się w stronę króla i po chwilowym zawahaniu kontynuował - jednakże jako twój brat czuję silne zobowiązanie żeby zwrócić ci uwagę gdy twoje wybory mogą wydawać się zbyt pochopne. Uniósł w górę wskazujący palec, otwarł usta jakby wpadł na świetny pomysł. Jednak po krótkiej chwili opuścił nieznacznie głowę, zmarszczył ciemne, wąskie brwi i oparł siekacze na uniesionym palcu. Zaraz opuścił ręce, wyprostował się i przybrał zatroskaną minę. Patrzał na króla z wyczekiwaniem pełnym nadziei. John westchnął, poprawił się nerwowo na tronie i przekrzywił głowę.
- Nathanie, nie zmienię swojej decyzji - odparł stanowczo.
- Ale...- próbował wtrącić brat.
- Jednak mogę zapoznać cię z Keme. Gdy go ujrzysz zaręczam, że znacznie się uspokoisz.
Król wykonał gest w kierunku jednego ze strażników, a ten opuścił salę za żelaznymi drzwiami. Po chwili milczenia John odrzekł:
- Poza tym, nie jestem niemądry żeby od razu zaufać każdemu jego słowu. Na razie chcę omówić z Kwahu strategię wojskową, którą Keme mi przedstawił. Jeśli lord zgodzi się na jej wprowadzenie, a ona się sprawdzi, to będzie pierwszy krok do zdobycia mego zaufania.
Gdy król skończył wypowiadać ostatnie zdanie do sali wszedł Keme. Wyprostowana postawa, muskularne ciało, dumne spojrzenie i nieznacznie uniesiony podbródek. Nathan nie należał do osób ufnych i nie zmienił swojego, ale nie mógł zaprzeczyć, że Keme wyglądał na zdecydowanego i mądrego wodza (nie ważne, że nigdy nim nie był - dla wszystkich niezainteresowanych historią Rayen każdy rdzenny mieszkaniec tych terenów nosił pióropusz, łuk i dowodził plemieniem).
W ten sposób rodzina Namid znalazła się na dworze.
Sama dziewczynka bardzo przypominała wyglądem ojca. Największe wrażenie robiło dojrzałe i pełne dumy spojrzenie, które połączone z drobnym ciałem czterolatki budziło szacunek i podziw. Ciemnobrązowe tęczówki zamknięte w podłużnym kształcie nieznacznie skośnych oczu. Jej nos był genetyczną pamiątką po przodkach, a jego rozmiar nie dodawał dziewczęcego uroku, ale za to sporo charakteru. W dodatku gęste, falujące włosy oddziedziczone po matce pięknie obramowywały twarz stwarzając jej oblicze niepowtarzalnym i nie skłonnym do zapomnienia.
Aaron
Pisk i chichot rozbrzmiały z ostatnią sylabą wyliczanki. Noah siedząc na rzeźbionym drewnianym krześle obserwowała zabawę syna z przyjaciółmi. Kobieta uśmiechała się znad książki, którą czytała z niespotykaną pasją. Kochała czytać, zawsze zaszywała się wśród stron i upajała ich zapachem gdy chciała uciec od kłopotów. Książka była lekarstwem na każdy problem. Naiwność Noah pozwalała wierzyć, że wszystko uda jej się naprawić w sposób równie romantyczny i idealny jak ten, który przedstawiano w powieści. Jednak z jednym problemem nie mogła się uporać. Jedno kłamstwo prześladowało ją nawet w książkach i przyszyło na jej wymuskanej twarzy sztuczny uśmiech. Kłamstwo, które mogło nigdy nie powstać, ale prawdopodobnie inaczej potoczyłyby się losy królestwa.
Gdy Noah miała piętnaście lat wydano ją za osiemnaście lat starszego Johna, który objął władzę i potrzebował potomka. Pokochał swoją żonę lecz długo nie mogli mieć dzieci z jej przyczyny. Król starzał się, a brak następcy spędzał mu sen z powiek. Na jednym z przyjęć Noah poznała bliżej Nathana, młodszego brata Johna, który już wówczas był lordem Otori. Osiemnastolatka silnie się zadurzyła w bracie króla, nocami nie mogła przestać o nim myśleć, na niebie, pośród gwiazd rysowała się jego twarz. Błękitne oczy patrzyły się na nią gdziekolwiek była, a na myśl o nich płonęła rumieńcem.
Gdy John wyjechał na polowanie, a ona została w zamku nadarzyła się okazja dla zakochanych. Nathan zakradł się do komnaty i złączyli się porywczą miłością gorących serc. Niedoświadczona Noah nie nauczyła się z książek, że los może tak z niej zadrwić i wkrótce okazało się, że nosiła w sobie dziecko. Króla rozpierała duma, a wraz z nadejściem każdych kolejnych gratulacji, na szyi Noah samoistnie zaciskała się pętla. Nathan nie odzywał się do dziewczyny, co tylko bardziej ją przerażało. Nie chciała, by prawda wyszła na jaw, ale gorąco pragnęła spędzić resztę życia z prawdziwym ojcem jej dziecka.
Kiedy urodził się Aaron od razu gorąco go pokochała jak i znienawidziła. Widziała w nim Nathana, widziała w nim ich oboje, ich miłość. Łudząc się, że to powróci nie przestawała myśleć o ukochanym, jednocześnie starając się być jak najlepszą matką. Nie pozwalała żadnej opiekunce zająć się jej dzieckiem, Noah i Aaron stali się nierozłączni. John podziwiał silną więź jaka się między nimi utworzyła jednocześnie samemu nie odnajdując dobrego kontaktu z synem. Jednak nigdy nie grzeszył spostrzegawczością, a z dwójki braci to Nathan zawsze był uważany za obdarzonego inteligencją, a John za to nieprzeciętną siłą. Więc ich sekret pozostawał bezpieczny gdy chłopiec dorastał.
- Uważaj na ostrze. Zawsze chwytaj rękojeść oburącz - przemawiał spokojnie Aaron instruując Namid, która pierwszy raz w życiu trzymała miecz. Jego skupiony głos brzmiał bardzo poważnie i dojrzale jak na ośmiolatka. Noah rozchyliła usta i uniosła wzrok nad książki w geście zdziwienia. Wraz z powiewem wschodniego wiatru nadleciały wszystkie wspomnienia. Przełknęła głośno ślinę i zniknęła w kamiennym domostwie.
Dziewczynka przyglądała się Aaronowi, który był o rok od niej starszy, ale nieco niższy. Patrzała na jego błękitnozielone oczy i podziwiała płonące w nich ogniki, które jaśniały na jego tęczówkach. Chłopiec uniósł miecz i zwrócił jej uwagę na kukłę, w którą wycelował czubek ostrza. Wykonał kilka zręcznych ruchów, zbliżył się do kukły tak szybko i płynnie, że Namid nawet nie zauważyła jak stawiał kroki. Następnie schylił się unikając ciosu od słomianego rycerza, obrócił miecz w dłoniach i wziął spory zamach, by trafić kukłę z poprzedzającym uderzenie groźnym świstem ostrza rozcinającego powietrze. Dziewczynka oglądała jego popis z zapartym tchem. Gdy sama próbowała wykonać podobny ruch mieczem omalże się nie przewróciła.
Tego popołudnia Namid zaprowadziła Aarona w odpowiednie miejsce w lesie, by zrewanżować się popisem swoich umiejętności łucznictwa. Zatrzymali się na niewielkiej łące gdzie trawa i wplątane w nią fioletowe i żółte kwiaty sięgały im pasa. Wyraźnie słyszeli szum strumienia i rozmaite odgłosy, a czasem całe pieśni leśnego ptactwa ukrytego gdzieś w koronach sędziwych drzew. Ustawili kukłę i oddalili się od niej na odległość kilkudziesięciu stóp. Dziewczynka w milczeniu uniosła łuk i strzałę, napięła cięciwę i wystrzeliła. Kukła nie różniąca się niczym od tej, na której tego samego dnia trenował Aaron, została trafiona w punkt w jakim u człowieka z krwi i kości powinno znajdować się serce. Strzelanie z łuku szło chłopcu równie zręcznie jak Namid posługiwanie się mieczem.
Po dwóch godzinach spędzonych w lesie wrócili do zamku, w którym czekała Noah. Nie był to ogromny pałac kapiący bogactwem lecz kamienna budowla z jedną pięciometrową wieżą. Była to ich skromniejszy dom, w którym mogli odpocząć od atmosfery panującej w pałacu i na królewskim dworze. Noah nie godziła się na to aby towarzyszyła im służba, czy straże. Jednak John, martwiąc się o bezpieczeństwo jej i jedynego syna, nie mógł zgodzić się na wszystko, o co prosiła, więc zamku zawsze pilnowało przynajmniej dwóch zaufanych strażników.
Aaron uwielbiał przesiadywać w swojej komnacie i obserwować korony drzew, które zmieniały kolor o każdej porze dnia. Chłopiec zawsze siadał na kamiennym parapecie z książką, którą znajdował w zbiorach swojego nauczyciela, Marcusa, który nie tylko przekazał mu sztukę czytania i pisania, ale także nauczył jak oddzielać ziarno od plew. Dzięki niemu poznał niesamowite historie, które były ucztą dla wnikliwego umysłu chłopca i stwarzały jedyną dla niego możliwość poznania prawdziwego świata wraz z jego wszystkimi blaskami i cieniami, przed którymi był skutecznie chroniony za ciężkimi wrotami królewskiego zamku. Tak więc chłopiec przesiadywał we wieży godzinami obserwując jak słońce kładzie się na zielonym dywanie, a kolor jaki wydobywało z drzew podobał mu się najbardziej późnym popołudniem. Gdy złociste słońce już kładło się ku zachodowi lecz jeszcze nie przybierało ognistej barwy, upajał się widokiem szumiącego lasu, który o tej porze najbardziej przypominał ten z ulubionych powieści. Wtedy jego serce goręcej tęskniło za przygodami opisywanymi w księgach, a jego oczy szkliły się z pasją i żalem gdy chłopiec przewracał stronice w poszukiwaniu ostatnio przeczytanego fragmentu. Wtedy zawieszał wzrok na najdalszym punkcie na horyzoncie i wracał do powieści, by o tej wyjątkowej porze dnia jeszcze mocniej związać się z bohaterami i ich przygodami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz