Miasto zasypiało. Gospoda leżała na jego granicy, a okno znajdujące się w pokoju na poddaszu wychodziło na las, w którym znikała przechodząca przez nie droga. To, co mieściło się w ramach okna było pierwszą kartą ich dalszej podróży. Tymczasem Namid nie mogła myśleć o niczym innym jak o rodzinie. Nie rozumiała do końca sensu tej wyprawy, ale ciekawa jej rozwoju, nie mogła przyznać przed sobą, że brakowało jej domu bardziej niż mogła się tego spodziewać. Otworzyła okno wpuszczając do środka chłodne, świeże powietrze. Pachniało całą gamą woni lasu.
Położyła się na wznak obok układając z namaszczeniem łuk. Tej nocy długo nie mogła zasnąć. Złote światło oblewało nagie drewniane ściany, a wraz z nim pojawiło się przejmujące uczucie poważnej zmiany, które było dla niedoświadczonej Namid czymś zupełnie nowym. Spokojne szumienie wiatru przypominało jej o długiej drodze, która jeszcze była przed nimi. Rozmyślała o swoim przewodniku, o tym kim właściwie był i jaką tajemnice skrywał. Jednak przede wszystkim jej myśli błądziły wokoło rodzinnego domu, który zostawiła za sobą. Było za wcześnie, by tęsknić, ale zastanawianie się co teraz robi jej rodzina i kiedy znów zobaczy swoich bliskich przepełniało ją niewyrażalnym smutkiem. Wszystkie te myśli znużyły ją tak bardzo, że wkrótce usnęła.
*
W holu zamkowym panowało poruszenie. Służba uwijała się od wschodu słońca przygotowując pałac na przyjazd brata króla, który miał się zjawić około południa. Nathan miał przyjechać z powodu wiadomego jedynie sobie, ale wszyscy przeczuwali, że niezapowiedziana wizyta niosła za sobą coś, co miało stać się także zmartwieniem króla.
Od długiego czasu nie urządzano przyjęć, a radosna atmosfera miała, zdaniem władcy, odciągnąć mieszkańców od prawdopodobnych domysłów na temat zagrożenia. John najwyraźniej nie posłuchał rady Keme i nie zamierzał ograniczyć wydatków przeznaczonych wyłącznie na utrzymywanie legendy wspaniałej Shimy. Pałac zmienił się nie do poznania w przeciągu kilku godzin. W sali głównej z sufitu zwisały purpurowe tkaniny, na stołach okrytych tkanymi lśniącymi obrusami leżały bogato zdobione srebrne naczynia, a na nich - oczywiście - najznakomitsze potrawy godne najobfitszej królewskiej uczty. Zaproszono wielu lordów, a także inne wysoko urodzone osoby, ale z powodu braku czasu - król otrzymał list na niedługo przed przybyciem Nathana - nie wszyscy mogli się zjawić. Nie budziło to jednak niepokoju władcy, ponieważ tłumaczył sobie ich nieobecność oczywistym brakiem możliwości dotarcia w tak krótkim czasie.
Gdy Słońce jaśniało w najwyższym punkcie na niebie, pod pałac nadjechał powóz Lorda Otori. Nathan wyglądał na zmęczonego, ale uśmiechał się na widok brata, który wyszedł mu na przeciw.
- Dobrze znów cię zobaczyć - odparł John obejmując Nathana.
- Ciebie również.
Wymienili krótkie spojrzenia, które mówiły więcej niż udawany, radosny ton ich głosów. Następnie władca przywitał się z resztą przybyłych lordów, a także ich rodzinami i pozostałą arystokracją. Potem straż, przybyli goście oraz dwór, z królem i jego bratem na czele, przeszli do pałacu. Droga prowadziła przez kamienne schody skąpane w południowym słońcu. Gdy weszli do środka powitała ich służba a także muzyka grana specjalnie na takie okazje. Gdy już zajęto miejsca przy ogromnym stole, król wstał i skupił na sobie uwagę wszystkich zgromadzonych. Potem wygłosił wcześniej przygotowaną mowę.
- Moi mili! Dziękuję wszystkim za przybycie, cenię waszą obecność tym bardziej ze względu na to jak niewiele czasu wam dałem na podjęcie decyzji i jak niewiele zostało go wam na odbycie podróży, która w normalnych okolicznościach czasem zajmuje kilka dni. Niestety nie wszystkim udało się dotrzeć, ale w tym wypadku ze względu na ograniczony czas i długą podróż rozumiem ich nieobecność.
John umilkł na krótką chwilę sam znów starając się siebie przekonać o słuszności swoich słów. Niepokój, który nosił w swoim sercu od rozmowy z Keme został wzmożony przez brak kilku ważnych osób, tym bardziej, że od dawna nie miał okazji bezpośrednio porozmawiać z nimi o sprawach dotyczących krain, w których sprawowali rządy.
- Zebraliśmy się z powodu przybycia mojego brata Nathana, którego wizyta sprawia, że po długim czasie rodzina królewska znów zebrała się w komplecie. Oczywiście przyjazd Lorda Otori nie jest jedynym powodem dla waszej fatygi. Chcę w trakcie waszego pobytu omówić z wami wszelkie kwestie jakie dotyczą waszych krain i jakie chcecie ze mną przedyskutować, by wspólnie znaleźć rozwiązanie.
Dało się słychać cichy szmer szeptu który przebiegł przez salę. Niektórzy unieśli nieznacznie brwi, a inni pokiwali głową z aprobatą.
- Teraz jednak uczcijmy przyjazd mojego brata i jego wspaniałej małżonki - zakończywszy jako pierwszy uniósł kielich i upił trochę wina, a w ślad za nim wszyscy zgromadzeni.
Od długiego czasu nie urządzano przyjęć, a radosna atmosfera miała, zdaniem władcy, odciągnąć mieszkańców od prawdopodobnych domysłów na temat zagrożenia. John najwyraźniej nie posłuchał rady Keme i nie zamierzał ograniczyć wydatków przeznaczonych wyłącznie na utrzymywanie legendy wspaniałej Shimy. Pałac zmienił się nie do poznania w przeciągu kilku godzin. W sali głównej z sufitu zwisały purpurowe tkaniny, na stołach okrytych tkanymi lśniącymi obrusami leżały bogato zdobione srebrne naczynia, a na nich - oczywiście - najznakomitsze potrawy godne najobfitszej królewskiej uczty. Zaproszono wielu lordów, a także inne wysoko urodzone osoby, ale z powodu braku czasu - król otrzymał list na niedługo przed przybyciem Nathana - nie wszyscy mogli się zjawić. Nie budziło to jednak niepokoju władcy, ponieważ tłumaczył sobie ich nieobecność oczywistym brakiem możliwości dotarcia w tak krótkim czasie.
Gdy Słońce jaśniało w najwyższym punkcie na niebie, pod pałac nadjechał powóz Lorda Otori. Nathan wyglądał na zmęczonego, ale uśmiechał się na widok brata, który wyszedł mu na przeciw.
- Dobrze znów cię zobaczyć - odparł John obejmując Nathana.
- Ciebie również.
Wymienili krótkie spojrzenia, które mówiły więcej niż udawany, radosny ton ich głosów. Następnie władca przywitał się z resztą przybyłych lordów, a także ich rodzinami i pozostałą arystokracją. Potem straż, przybyli goście oraz dwór, z królem i jego bratem na czele, przeszli do pałacu. Droga prowadziła przez kamienne schody skąpane w południowym słońcu. Gdy weszli do środka powitała ich służba a także muzyka grana specjalnie na takie okazje. Gdy już zajęto miejsca przy ogromnym stole, król wstał i skupił na sobie uwagę wszystkich zgromadzonych. Potem wygłosił wcześniej przygotowaną mowę.
- Moi mili! Dziękuję wszystkim za przybycie, cenię waszą obecność tym bardziej ze względu na to jak niewiele czasu wam dałem na podjęcie decyzji i jak niewiele zostało go wam na odbycie podróży, która w normalnych okolicznościach czasem zajmuje kilka dni. Niestety nie wszystkim udało się dotrzeć, ale w tym wypadku ze względu na ograniczony czas i długą podróż rozumiem ich nieobecność.
John umilkł na krótką chwilę sam znów starając się siebie przekonać o słuszności swoich słów. Niepokój, który nosił w swoim sercu od rozmowy z Keme został wzmożony przez brak kilku ważnych osób, tym bardziej, że od dawna nie miał okazji bezpośrednio porozmawiać z nimi o sprawach dotyczących krain, w których sprawowali rządy.
- Zebraliśmy się z powodu przybycia mojego brata Nathana, którego wizyta sprawia, że po długim czasie rodzina królewska znów zebrała się w komplecie. Oczywiście przyjazd Lorda Otori nie jest jedynym powodem dla waszej fatygi. Chcę w trakcie waszego pobytu omówić z wami wszelkie kwestie jakie dotyczą waszych krain i jakie chcecie ze mną przedyskutować, by wspólnie znaleźć rozwiązanie.
Dało się słychać cichy szmer szeptu który przebiegł przez salę. Niektórzy unieśli nieznacznie brwi, a inni pokiwali głową z aprobatą.
- Teraz jednak uczcijmy przyjazd mojego brata i jego wspaniałej małżonki - zakończywszy jako pierwszy uniósł kielich i upił trochę wina, a w ślad za nim wszyscy zgromadzeni.
Na uczcie obecnych było sześciu z dziewięciu lordów. Nie zjawił się Lord Waturidi, który jednak uprzednio powiadomił króla o niemożności przybycia, podobnie jak Lord Ametisdaru, który mimo ogromnych chęci nie zdołałby dotrzeć na czas. Jednak niepokojąca była nieobecność lorda Krauk, ze względu na stosunki pomiędzy nim a władcą, którejuż i tak były na granicy dyplomatycznych.
- Wiesz, że nie musiałeś organizować uczty specjalnie dla mnie - zaśmiał się Nathan.
- Zawsze wolałeś chować się w cieniu i nie pokazywać ludziom - odparł John - ja tymczasem sądzę, że musimy pokazywać, że nam na nich zależy i sprawić, by poczuli się docenieni.
- Mówię tylko, że mogłeś znaleźć ku temu inną okazję - widząc, że brat pragnie uciec od tego tematu, dodał - może wtedy wszyscy by przybyli.
Król odchrząknął i odwrócił wzrok od brata. Potem zamienił kilka słów z Noah, która siedziała koło niego.
- Będziemy musieli porozmawiać - po chwili powiedział zagadkowo do Nathana
- Masz powody do poważnych zmartwień?
- Nie teraz, nie przy wszystkich.
Uczta przebiegała bez większych incydentów. Większość osób była w dobrym nastroju lub przynajmniej starała się maskować skrywaną niechęć. Siostra króla oraz Lorda Otori, Meredith, błyszczała w towarzystwie. Była osobą najbardziej skorą do rozmów i trudno było odmówić jej uroku. John z ulgą patrzył jak z umiejętnością, której sam nie posiadał, rozładowywała napięcie pomiędzy niektórymi gośćmi.
Koło Nathana zasiadła jego żona - Lea - śniadoskóra piękność o ciemnych błyszczących oczach i smukłej sylwetce.
- Noah - odezwała się po chwili Lea - masz przepiękną suknię.
Kobieta siedząca koło króla uśmiechnęła się dziękując za komplement. Chociaż nie miała ochoty ciągnąć rozmowy, Lea nie odpuszczała.
- Jak tam Aaron?
- Bardzo dobrze, ale tęsknił za wujem - odparła spoglądając na Nathana.
- Ale chyba ma się z kim bawić?
- Tak, ale czekał aż Nathan będzie z nim ćwiczył. Zawsze siedzi z nosem w książce, ale uwielbia z nim trenować walkę mieczem.
Lea pokiwała głową z zamyśleniem.
- Też będziemy mieli dziecko - powiedziała po chwili i uśmiechając się położyła dłoń na ramieniu Nathana.
Mężczyzna zmarszczył brwi, rzucił karcące spojrzenie w stronę żony, a następnie zwrócił się w stronę króla, który usłyszawszy nowinę przerwał rozmowę z Lordem Rayen i patrzał wyczekująco na brata.
- Lea dowiedziała się tydzień temu.
- To wspaniale! - wykrzyknął John - pamiętam jak długo czekaliście na potomka. Gratuluje - przerwał i ponownie wzniósł toast - za kolejnego potomka z rodu!
Odpowiedział mu entuzjazm gości, którzy zaczęli składać gratulacje parze lordowskiej. Noah siedziała patrząc raz to na Leę, raz na Nathana. Uśmiechała się, ale w głębi walczyła z sobą żeby rana w jej sercu ponownie się nie otworzyła.
Uczta trwała jeszcze kilka godzin, aż zapadł zupełny zmrok. Gdy goście zostali odprowadzeni do swoich komnat, Nathan i John przeszli do sąsiedniej sali, która była znacznie mniejsza od tej, w której ucztowali. W środku znajdował się okrągły drewniany stół, a dookoła niego stało kilka krzeseł. W środku znajdowało się jeszcze biurko, na którym porozrzucane leżały różne mapy i pergaminy.
- To niesamowita wiadomość - zaczął John - ogromnie się cieszę, że będę wujem
- Miałem ci powiedzieć, ale Lea nie mogła się powstrzymać.
Stanęli koło wysokiego okna wychodzącego na ogród. Na zewnątrz było zupełnie ciemno, więc John zapalił stojące na oknie i stole świece. Pokój wypełnił się przyjemnym i ciepłym światłem, które rzucane na leżące dookoła i wiszące na ścianach mapy, a także podobizny przodków przepełniało pomieszczenie aurą tajemniczości.
- Obawiam się, że mam dla ciebie złe wieści - odparł po chwili milczenia Nathan - od kilku miesięcy moi informatorzy przynoszą mi niepokojące pogłoski z Krauk, a także Waturidi. Słyszałem również, że w Księżycowej Przystani nie mówi się pochlebnie o władcy Shimy.
- Nazywają mnie władcą Shimy? Dlaczego nie Aquili?
- Słuszna uwaga. To chyba wskazuje na to, że inni lordowie nie otrzymują od ciebie zbyt wiele uwagi...
Keme ostrzegał króla, a ten nie mógł teraz odmówić mu racji. Po wysłuchaniu wszystkich niepokojących wieści jakie Nathanowi udało się zebrać, John ze smutkiem pokiwał głową. Był świadom nadchodzących zmian i ku własnemu zaskoczeniu był na nie gotów. Martwił się jednak czy nie jest już na nie za późno...
- Wiesz, że nie musiałeś organizować uczty specjalnie dla mnie - zaśmiał się Nathan.
- Zawsze wolałeś chować się w cieniu i nie pokazywać ludziom - odparł John - ja tymczasem sądzę, że musimy pokazywać, że nam na nich zależy i sprawić, by poczuli się docenieni.
- Mówię tylko, że mogłeś znaleźć ku temu inną okazję - widząc, że brat pragnie uciec od tego tematu, dodał - może wtedy wszyscy by przybyli.
Król odchrząknął i odwrócił wzrok od brata. Potem zamienił kilka słów z Noah, która siedziała koło niego.
- Będziemy musieli porozmawiać - po chwili powiedział zagadkowo do Nathana
- Masz powody do poważnych zmartwień?
- Nie teraz, nie przy wszystkich.
Uczta przebiegała bez większych incydentów. Większość osób była w dobrym nastroju lub przynajmniej starała się maskować skrywaną niechęć. Siostra króla oraz Lorda Otori, Meredith, błyszczała w towarzystwie. Była osobą najbardziej skorą do rozmów i trudno było odmówić jej uroku. John z ulgą patrzył jak z umiejętnością, której sam nie posiadał, rozładowywała napięcie pomiędzy niektórymi gośćmi.
Koło Nathana zasiadła jego żona - Lea - śniadoskóra piękność o ciemnych błyszczących oczach i smukłej sylwetce.
- Noah - odezwała się po chwili Lea - masz przepiękną suknię.
Kobieta siedząca koło króla uśmiechnęła się dziękując za komplement. Chociaż nie miała ochoty ciągnąć rozmowy, Lea nie odpuszczała.
- Jak tam Aaron?
- Bardzo dobrze, ale tęsknił za wujem - odparła spoglądając na Nathana.
- Ale chyba ma się z kim bawić?
- Tak, ale czekał aż Nathan będzie z nim ćwiczył. Zawsze siedzi z nosem w książce, ale uwielbia z nim trenować walkę mieczem.
Lea pokiwała głową z zamyśleniem.
- Też będziemy mieli dziecko - powiedziała po chwili i uśmiechając się położyła dłoń na ramieniu Nathana.
Mężczyzna zmarszczył brwi, rzucił karcące spojrzenie w stronę żony, a następnie zwrócił się w stronę króla, który usłyszawszy nowinę przerwał rozmowę z Lordem Rayen i patrzał wyczekująco na brata.
- Lea dowiedziała się tydzień temu.
- To wspaniale! - wykrzyknął John - pamiętam jak długo czekaliście na potomka. Gratuluje - przerwał i ponownie wzniósł toast - za kolejnego potomka z rodu!
Odpowiedział mu entuzjazm gości, którzy zaczęli składać gratulacje parze lordowskiej. Noah siedziała patrząc raz to na Leę, raz na Nathana. Uśmiechała się, ale w głębi walczyła z sobą żeby rana w jej sercu ponownie się nie otworzyła.
Uczta trwała jeszcze kilka godzin, aż zapadł zupełny zmrok. Gdy goście zostali odprowadzeni do swoich komnat, Nathan i John przeszli do sąsiedniej sali, która była znacznie mniejsza od tej, w której ucztowali. W środku znajdował się okrągły drewniany stół, a dookoła niego stało kilka krzeseł. W środku znajdowało się jeszcze biurko, na którym porozrzucane leżały różne mapy i pergaminy.
- To niesamowita wiadomość - zaczął John - ogromnie się cieszę, że będę wujem
- Miałem ci powiedzieć, ale Lea nie mogła się powstrzymać.
Stanęli koło wysokiego okna wychodzącego na ogród. Na zewnątrz było zupełnie ciemno, więc John zapalił stojące na oknie i stole świece. Pokój wypełnił się przyjemnym i ciepłym światłem, które rzucane na leżące dookoła i wiszące na ścianach mapy, a także podobizny przodków przepełniało pomieszczenie aurą tajemniczości.
- Obawiam się, że mam dla ciebie złe wieści - odparł po chwili milczenia Nathan - od kilku miesięcy moi informatorzy przynoszą mi niepokojące pogłoski z Krauk, a także Waturidi. Słyszałem również, że w Księżycowej Przystani nie mówi się pochlebnie o władcy Shimy.
- Nazywają mnie władcą Shimy? Dlaczego nie Aquili?
- Słuszna uwaga. To chyba wskazuje na to, że inni lordowie nie otrzymują od ciebie zbyt wiele uwagi...
Keme ostrzegał króla, a ten nie mógł teraz odmówić mu racji. Po wysłuchaniu wszystkich niepokojących wieści jakie Nathanowi udało się zebrać, John ze smutkiem pokiwał głową. Był świadom nadchodzących zmian i ku własnemu zaskoczeniu był na nie gotów. Martwił się jednak czy nie jest już na nie za późno...
*
Aaron spał w swojej komnacie. Nie doczekał się spotkania z wujem, który od rana był zbyt zajęty, by się z nim zobaczyć. Nathan stanął w drzwiach jego sypialni i obserwował śpiącego chłopca znajdując w tej chwili wytchnienie od problemów. Widział w nim całego siebie. Te same kruczoczarne włosy i te same rysy twarzy. Wyrastał na tak samo wysokiego i szczupłego jak on. W chwili zamyślenia do mężczyzny podeszła Noah.
- Gratuluje - wyszeptała.
Nathan nic nie odpowiedział, popatrzył na nią tylko swoimi błękitnymi, smutnymi oczami.
- Czy Aaron się kiedyś dowie? - zapytała - wiem, że niebezpiecznie o tym mówić, ale po prostu czasem zastanawiam się, czy kiedyś zacznie się zastanawiać i czy nie przyjdzie mu do głowy odkryć prawdę.
- Nawet nie próbuj snuć takich domysłów - odrzekł chłodno, ale spokojnie.
Noah cicho westchnęła.
- Czasem ciężko mi się na niego patrzy, gdy widzę w nim całego ciebie. Czasem się nawet martwię ... - ściszyła nieznacznie głos - bo zastanawiam się ile jest w nim ciebie. Zastanawiam się na ile ciebie znam i odkrywam jak mało w porównaniu do Johna o tobie wiem. I to mnie niepokoi.
Ostatnie zdanie wypowiedziała prawie bezgłośnym szeptem. Nathan nie spojrzał się na nią, ale po dłuższej chwili milczenia odwrócił się i oddalił się od pomieszczenia. Noah została sama. Usiadła na brzegu łóżka Aarona i pogładziła jego głowę. Pomimo uśmiechu wywołanego widokiem syna, jej twarz pełna była matczynej troski.